Jantar z mojej wyobraźni.

Jantar z mojej wyobraźni.

środa, 21 sierpnia 2013

Jantar i Słońce. Rozdział drugi.

Zapraszam na kolejny, drugi rozdział przygód Jantar.

JANTAR ISŁOŃCE

ROZDZIAŁ DRUGI

Z rozmyślań wyrwała ją Miriam, jej przyjaciółka ze stacji, która wypadła wprost na nią z bocznego korytarza, pędząc na zebranie rady.
– O, Jantar! Dobrze, że cię widzę – spojrzała na nią z nieukrywaną radością. – Słyszałam o twoim kłopocie, ale narozrabiałaś! – klepnęła ją z całej siły w ramię, jakby szły po korytarzu szkoły przed wieloma laty, beztroskie i wesołe, kiedy to największym problemem było to, czy zostaną dziś wyciągnięte do odpowiedzi, czy nie.
– Mhm – wydukała Jantar, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
– Ale jesteś rozmowna, nie ma co – odpowiedziała Miriam z pewną pretensją w głosie – mam tylko nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie tego, co się stało, bo jak nie, to wolałabym nie być w twojej skórze – dodała z troską w głosie.
Szły obok siebie w milczeniu, choć widać było, że Miriam siłą powstrzymuje się od zadawania pytań. Znała Jantar zbyt dobrze, żeby nie wiedzieć, że i tak niczego z niej teraz nie wydusi. Obie były agentkami, często razem wykonywały zadania. Były też przyjaciółkami od zawsze.
Jantar ukradkiem spojrzała na Miriam. Szła obok niej, podrygując lekko, jakby w myślach nuciła sobie jakąś piosenkę. Uśmiechnęła się sama do siebie na wspomnienie dawnych wspólnie spędzonych lat, jeszcze w szkole. Wtedy obie były beztroskie, wesołe i pełne pomysłów na życie. Co dziś z tego zostało? Teraz są daleko od rodzinnej planety, wykonują jakieś mozolne i niebezpieczne zadania, mordują ludzi! Wprawdzie wiedziała, że robią to w imię przyszłości Kromerii i Ziemi. Ratują te dwie siostrzane planety, ale wcale nie poprawiało jej to humoru. Zostały do tego specjalnie przeszkolone, jak dziesiątki innych agentów. Zrobiono im specjalne pranie mózgu, aby pozbawić ich niepotrzebnych emocji. W przypadku Jantar, jej specjalne uzdolnienia zakłóciły przebieg tej operacji. I pewnie dlatego pojawiły się teraz problemy. Nie była w stanie wykonać zadania.
Obudziły się w niej uczucia – litość, miłość, zwątpienie w słuszność działań. Nie chciała być już dłużej maszyną do zabijania. Myśląc o tym wszystkim nie zauważyła nawet, jak wkroczyły do głównej sali.
Zobaczyła przed sobą długi stół, za którym siedzieli wszyscy najważniejsi na stacji Kromerianie – jej dowódca, wszyscy agenci, wśród których był Alex. Miriam natychmiast po wejściu pobiegła na swoje miejsce za stołem. Dla niej przeznaczone było tym razem krzesło, stojące na środku sali i oświetlone jaskrawym światłem laserów tak, aby wszyscy mogli dokładnie obserwować najmniejsze nawet zmiany w mimice jej twarzy.
– Witamy, agentko Jantar – odezwał się przewodniczący rady – proszę zająć miejsce – jego twarz nie nosiła żadnych oznak emocji.
Trochę ją to przeraziło, znała tego człowieka. Zawsze był do niej przyjaźnie nastawiony, a teraz nie został nawet najmniejszy ślad tej życzliwości.
– Czy zdajesz sobie sprawę, agentko Jantar, w jakim celu zostałaś wezwana przed oblicze rady? – zagrzmiał donośnym głosem przewodniczący.
– Domyślam się – wydusiła z siebie Jantar, siląc się na obojętny ton.
– Czy zdajesz sobie sprawę, że złamałaś co najmniej dwa punkty kodeksu Kromerian? – ciągnął dalej przewodniczący.
– Dwa? Nie wykonałam powierzonego mi zadania – to raz, a drugi punkt? – udała zdziwioną, licząc na to, że nie wiedzą wszystkiego, ale niestety, myliła się.
– Agentko Jantar, jesteś zbyt inteligentną Kromerianką, aby udawać, że nie zdajesz sobie sprawy z tego, że nawiązałaś intymny kontakt z Ziemianinem, co jest absolutnie zabronione przez nasz kodeks. I zapewne doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że nie wykonałaś powierzonego ci zadania, od którego powodzenia zależała nie tylko przyszłość Ziemi, ale i Kromerii – wycedził przez zęby przewodniczący.
Zimny dreszcz przebiegł jej po plecach. A więc jednak wiedzą wszystko! Przebiegła wzrokiem po twarzach zgromadzonych Kromerian. Tylko Miriam mrugnęła przyjaźnie do niej i uśmiechnęła się nieznacznie.
– Tak, zdaję sobie sprawę z tego, co zrobiłam i jestem gotowa w pełni ponieść tego konsekwencje – odparła nieco zbyt butnie Jantar.
– My jednak chcielibyśmy usłyszeć twoją wersję wydarzeń, Jantar – powiedział już nieco życzliwiej przewodniczący – może wtedy będziemy w stanie podjąć sprawiedliwą decyzję i zrozumieć twoje postępowanie – lekki uśmiech przebiegł po jego twarzy. – Co masz na swoje usprawiedliwienie?
Zastanawiała się, od czego właściwie zacząć. Gonitwa myśli, jeden wielki galimatias. Zrobiło jej się gorąco, słabo, nogi zaczynały jej drżeć, głowa ciążyła jakby ważyła 100 kg, przed oczami zrobiło się ciemno. I tak już zostało. Jej ciało osunęło się z krzesła na podłogę i bezwładnie rozciągnęło się na zimnej posadzce.

Obudziła się po wielu godzinach w sali szpitalnej. Głowa nadal jej ciążyła, a nawet bolała okrutnie. Jak się później okazało, upadając uderzyła solidnie głową w twardą posadzkę i nabiła sobie porządnego guza. Miała wstrząs mózgu. Dzięki swoim zdolnościom mogła się szybko uzdrowić, ale w sytuacji, w której się znalazła, nie był to dobry pomysł. Czas działał na jej korzyść. Miała czas, żeby się spokojnie zastanowić nad tym, co robić dalej, jak się bronić, jak osiągnąć wytyczony sobie cel?
Była sama, wśród różnych medykamentów i aparatury medycznej. Do jej ciała podłączono setki kabelków i czujników rejestrujących każdą najmniejszą zmianę w ciele, ale także każdy jej ruch. Jeśli się poruszy, natychmiast zjawi się tu sztab lekarzy, a tego nie chciała. Chciała być sama, pomyśleć, rozważyć wszelkie możliwości. Jednak ból głowy nie był teraz jej sprzymierzeńcem. Myślała z wielkim trudem, wydawało jej się nawet, że nie wszystko dobrze pamięta.
Zapadła w sen. Śniło się jej, że leży w ciepłych objęciach Marcusa. Był muskularnym, smagłym, młodym CZŁOWIEKIEM. Otaczał ją swoim silnym ramieniem, przytulał mocno do siebie jej nagie ciało. Całował każdy jego centymetr. Oddawała się tym pocałunkom z zapamiętaniem, wiedząc, że nie powinna tego robić, ale teraz nie obchodziło jej to. Ważne było tu i teraz. Czuła się szczęśliwa, bezpieczna. Marcus dawał jej dzięki swojej obecności coś,
czego nigdy nie zaznała w objęciach żadnego Kromerianina. Nawet Alex traktował miłość jak prokreację. Robił swoje i odchodził. Wprawdzie był dla niej kimś bardzo bliskim, ale prawdziwą psychiczną miłość poznała dopiero na Ziemi w objęciach Marcusa.
– Jantar, Jantar obudź się! – ktoś szarpał ją za ramię. – Błagam otwórz oczy! – To Miriam próbowała dobudzić Jantar.
Dziewczyna z trudem otworzyła oczy, powieki ciążyły jej jak dwa kamienie.
– Obudź się! Musimy natychmiast porozmawiać – naciskała Miriam.
– Co się stało? Gdzie ja jestem? – ledwie szept wydobył się z jej ust. Zaschło jej w gardle, w głowie się kręciło. Złapała się za czoło, na którym rozgościł się na dobre olbrzymi guz. Skrzywiła się z bólu.
– Zemdlałaś i uderzyłaś się porządnie w głowę. Zanieśli cię do szpitala. Potem udali się na naradę. Słyszałam coś! – ciągnęła Miriam niepewna, czy ona ją rozumie. – Chcą cię odesłać na Kromerię i uwięzić na 150 lat. Rozumiesz, co do ciebie mówię?
Jantar skinęła głową. Znów przeraźliwy ból przeszył jej czaszkę.
– Chyba, że przedstawisz im jakieś rozsądne, wiarygodne wytłumaczenie – Miriam była roztrzęsiona. – Inaczej już nigdy tu nie wrócisz. Dziewczyno, powiedz coś! – gorączkowała się przyjaciółka.
Jantar próbowała się podnieść. Ból głowy był nieznośny, ale postanowiła nie zwracać na niego uwagi. Wtedy przypomniała sobie o swojej cudownej zdolności usuwania drobnych skaleczeń i urazów. Tylko znowu trzeba sobie przypomnieć sekwencję mrugnięć. To okazało się już nie takie proste. Myślenie w tym stanie było nieco zaburzone. Jednak postanowiła dokonać tego wysiłku. Raz mrugnięcie lewym okiem, dwa razy prawym i znowu raz lewym. Wykonać! Ból zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, po guzie nie było śladu.
Miriam szeroko otworzyła oczy ze zdumienia. Mimo, iż się doskonale znały, nic nie wiedziała o jej uzdolnieniach uzdrawiających. Co innego zmiana wyglądu – tego nie dało się ukryć.
– No wiesz! Takie zdolności ukrywałaś przede mną – obruszyła się. Przez dłuższą chwilę udawała obrażoną.
Jantar podniosła się z łóżka i podeszła do wideofonu.
– Trzeba to czymś zakleić, żeby nie widzieli, że odzyskałam przytomność. Rozejrzała się uważnie wokół siebie. Znalazła jakąś taśmę i przykleiła ją do ekranu.
– Trzeba też gdzieś przyczepić te cholerne czujniki. Przecież one rejestrują każdą zmianę. Znalazła fantom, na którym ćwiczą młodzi medycy i umieściła na nim swoje czujniki.
– Dobra, Miriam, mamy chwilę, zanim się zorientują, że coś jest nie tak – Jantar wyglądała na zdenerwowaną. – Mów, co wiesz!
– Już ci mówiłam, podsłuchałam fragment rozmowy przewodniczącego z paroma innymi członkami rady. Chcą cię ukarać, surowo ukarać. Nigdy już tu nie wrócisz. Może wytłumaczyłabyś mi, co się stało? – dziewczyna była trochę poirytowana.
– Chcą mnie odesłać na Kromerię? Bez prawa powrotu? – spytała z niedowierzaniem.
Nawet jej nie wysłuchali i już podjęli decyzję. Była w szoku. Jak oni traktują swoich najlepszych agentów? Jedna wpadka na tysiące misji wykonanych perfekcyjnie i już banicja? O, nie, tak łatwo się nie podda. Nigdy nie opuszczę Ziemi. Lawina myśli ją przytłoczyła.
– Chodź, musimy się stąd wydostać jak najszybciej. Po drodze ci wytłumaczę, co się stało – Jantar chwyciła przyjaciółkę za rękę i pociągnęła w stronę drzwi.
Wyszły na korytarz bez najmniejszych problemów. Szły mijając strażników, nieświadomych, że mają przed sobą dwie uciekinierki. Ale to była tylko kwestia czasu, kiedy w szpitalu zorientują się, że pacjentka ulotniła się w bliżej nieznanym kierunku. Nagle Jantar zatrzymała się jak wryta, spojrzała na Miriam z pewnym smutkiem i troską.
– Ale ja nie mogę cię w to wszystko wciągać! Zostań, pójdę dalej sama – spojrzała na przyjaciółkę smutnym wzrokiem, bo zdawała sobie sprawę, że już jej więcej nie zobaczy. Przyciągnęła ją do siebie i uścisnęła mocno.
Miriam spojrzała na nią jak na wariatkę.
– Czyś ty oszalała dziewczyno?! Nie zostawię cię z tym samej. Albo idziemy razem, albo wcale. Tylko ciągle czekam na wyjaśnienia – wyrzuciła z siebie jednym tchem.
Przyspieszyły kroku. Biegły przed siebie ile sił w nogach. Pot
zalewał im oczy, serca waliły jak oszalałe. Jak tylko znajdą jakieś bezpieczne schronienie, odpoczną chwilę i wtedy Jantar przynajmniej w skrócie opowie przyjaciółce, co się stało. Sama nie mogła w to uwierzyć. Tyle lat sumiennej służby, tyle bezlitośnie wykonanych zadań. I nagle dopadły ją wyrzuty sumienia, miłość do człowieka, radość codziennego bytu. Sama nie mogła pojąć, skąd wzięły się te zmiany.
Tymczasem dobiegły do ogromnego magazynu broni. Tu ich na razie nie powinni szukać. Było to olbrzymie pomieszczenie, pełne różnego rodzaju pistoletów z różnych epok życia ziemskiego i broni pochodzenia kromeriańskiego. Znalazły się tu pierwsze ziemskie karabiny na proch, kolty z czasów dzikiego zachodu, kałasznikowy, broń laserowa, atomowa i wszelkie inne wynalazki ludzkości w dziedzinie batalistyki. Była też bardzo zaawansowana technologicznie broń z Kromerii, różne dezintegratory i pulsatory, które w ułamku sekundy mogły zamienić wszystko na Ziemi w pył.
Wyglądało to, jak ogromne muzeum broni. Dziewczyny znalazły spokojne miejsce w najdalszym kącie magazynu i usiadły, żeby odpocząć i zastanowić się, co dalej.
Po kilku chwilach, gdy odzyskały normalny oddech, Jantar spojrzała na Miriam i uśmiechnęła się do niej, po czym odezwała się z pewną dozą nieśmiałości.
– Miriam, posłuchaj. Zakochałam się w mojej ofierze! – odetchnęła z ulgą, że wyrzuciła to wreszcie z siebie. – Dlatego nie mogłam go zabić. Spędziliśmy razem cudowne chwile, a nawet lata – zobaczyła zdziwienie w oczach Miriam.
– Jak to, lata? Przecież opuściłaś stację parę dni temu! – wykrzyknęła, zatykając sobie usta, bo zdawała sobie sprawę z tego, że nie powinny robić hałasu.
– Widzisz, czas na Ziemi płynie inaczej. Tu minęło kilka dni, a na Ziemi – kilka lat.

Nagle rozległ się przeraźliwie głośny sygnał syreny alarmowej. Właśnie zauważono zniknięcie agentki Jantar i zarządzono poszukiwania. Jednocześnie z megafonu rozległ się głos: Agentki Jantar i Miriam, poddajcie się. Nie macie żadnych szans. To tylko kwestia czasu, kiedy zostaniecie ujęte i postawione przed oblicze rady – głos brzmiał zdecydowanie i złowieszczo.
– A więc, niestety, już wiedzą, że jesteśmy razem – pomyślała Jantar. – Nie ma już odwrotu, obie jesteśmy w to wmieszane. Tylko skąd się dowiedzieli o współudziale Miriam?
– Miriam, poddaj się. Powiesz, że cię zmusiłam! Nic ci nie zrobią! – błagała Jantar.
– Nic z tego, kochana, razem wdepnęłyśmy w niezłe bagno. Nie zostawię cię samej. Ty zrobiłabyś to samo na moim miejscu.
Kobiety padły sobie w ramiona, czując ogromną siłę przyjaźni.
W tej samej chwili usłyszały tupot kilku biegnących w ich stronę
żołnierzy. Mocniej przywarły do ściany, próbując nawet nie oddychać, aby nie zdradzić miejsca swej kryjówki. Wydawało im się, że bijące głośno serca zdradzą miejsce ich ukrycia.
Gdy żołnierze przebiegali tuż obok, Jantar nagle usłyszała szept
Alexa:
– Jantar, gdzie jesteś? Chcę ci pomóc. Jantar, Jantar...
Miriam szturchnęła ją boleśnie w bok, pytając oczami: co robimy? Alex kochał Jantar, więc można było przypuszczać, że rzeczywiście chce jej pomóc, ale z drugiej strony był jednym z najważniejszych członków rady. Jego zdanie było często decydujące. A może chciał zasłużyć na uznanie przewodniczącego, łapiąc uciekinierki? Na razie postanowiły się nie ujawniać. Trzeba było znaleźć jakieś bezpieczne schronienie na noc i porozmawiać o możliwościach rozwiązania problemu.
Kiedy już ucichły kroki ścigających ich Kromerian, rozejrzały się spokojnie po magazynie. Postanowiły schować się w starym czołgu, pochodzącym z lat drugiej ziemskiej wojny światowej. Wczołgały się do środka, nieźle się przy tym trudząc.
– Jak oni mogli jeździć w takich puszkach? – roześmiała się Miriam – Przecież tu nawet nie można się wyprostować.
Tej pełnej energii młodej agentce nie brakowało nigdy poczucia humoru.
Jantar była bardziej przerażona. Pomyślała nawet o kamuflażu. Mrugnięcie oczami i kolor jej ubrania zmienił się na identyczny z otoczeniem. Posunęła się nawet dalej, jej włosy przybrały kolory

wojskowej panterki z XX wieku.
– O, kurczę, a ty? – spojrzała na jaskrawo ubraną przyjaciółkę. Dla niej nie mogła nic zrobić. Rozejrzała się wokół. Obok, na miejscu dla telegrafisty, leżało oryginalne wojskowe moro z czasów drugiej wojny światowej.
– Załóż to! – wyciągnęła ubranie w stronę Miriam, która dopiero teraz zauważyła zmianę w wyglądzie Jantar.
– Ekstra! – wydukała zadziwiona jej pomysłowością.
Dziewczyny rozsiadły się w miarę wygodnie w czołgu, o ile w takiej puszce można mówić o jakiejś wygodzie.
– Wiesz, cały czas się zastanawiam, jak mogło do tego dojść? –
zapytała Miriam. – Przecież mamy zabezpieczenia przed uczuciami.
– Tak, macie wszyscy – zawiesiła na chwilę głos – z wyjątkiem mnie.
Miriam z każdą upływającą chwilą przekonywała się, ile tajemnic ma w sobie ta super–agentka, nazywająca się jej przyjaciółką.
A ona ciągnęła dalej:
– Zdolności przekazane mi przez matkę stworzyły w mojej głowie blokadę. Dlatego nie podziałało na mnie pranie mózgu, tak jak na wszystkich obecnych tu na stacji Kromerian.
Zdziwienie Miriam rosło z każdą chwilą tej rozmowy.
– No dobrze, ale jak to się stało? Opowiedz coś o tym Ziemianinie – prosiła z błagalnym spojrzeniem. Rosła w niej ciekawość, jak w każdej kobiecie. – Co takiego ma w sobie ten człowiek, że dla niego tyle zaryzykowałaś? – pytała dalej, z coraz bardziej rosnącą ciekawością.
– Nie wiem, czy jesteś w stanie to zrozumieć – szepnęła Jantar.
– No wiesz, nie obrażaj mnie. Miałam najlepsze wyniki na teście inteligencji, oczywiście po tobie – oburzyła się.
– Nie gniewaj się, ale to jest takie inne, niż wśród nas –Kromerian. Czujesz, że jesteś kochana, a nie tylko pożądana. Czujesz, że jesteś ważna, twoje zdanie się liczy, masz tyle do powiedzenia. Ludzie wiążą się w stałe związki, oczywiście nie wszyscy. Mają dzieci, które wspólnie wychowują, tworzą rodziny.
– Jakieś bajki mi tu opowiadasz!
– Wiedziałam, że tego nie zrozumiesz. Nie obrażaj się, gdyby mi to ktoś opowiedział, zanim to przeżyłam, nie uwierzyłabym mu. Kiedyś opowiem ci całą tę historię. Teraz powinnyśmy się zdrzemnąć.
Jantar przymknęła oczy i prawie natychmiast zasnęła. Miriam długo nie mogła usnąć. Myślała o tym, co usłyszała. Wydawało jej się to piękne, ale niemożliwe. Może Jantar sobie to wszystko wymyśliła.

Obudził je trzask otwieranej klapy w czołgu i krzyki żołnierzy. Znaleźli je.
Prześlij komentarz