zdjęciie
Jantar z mojej wyobraźni.
wtorek, 1 października 2013
piątek, 27 września 2013
Jantar i Słońce. Rozdział 7
ROZDZIAŁ 7.
Jantar i Marcus usiedli obok siebie na tarasie
ze szklaneczkami whisky w dłoniach. Patrzył na nią jak na zjawę, nie widział
jej siedem lat.
Aurora nadal tkwiła w swoim pokoju,
nawet nie zeszła na kolację. Była obrażona.
Jantar wiedziała, że musi mu
powiedzieć całą prawdę, ale czy w to uwierzy i jak to przyjmie. Tego nie była
pewna.
-Mam ci tyle do powiedzenia, że
nie wiem, od czego zacząć.
-Najlepiej od początku- roześmiał
się. Zawsze był człowiekiem pełnym poczucia humoru.
-Moja historia jest
nieprawdopodobna.
-Jestem przecież badaczem, często
spotykam się
z rzeczami nieprawdopodobnymi.
Patrzyła na niego uważnie, trochę
się zmienił przez te ziemskie lata, a ona nic a nic. Trochę ją to peszyło.
Upływ czasu najbardziej było widać po Aurorze. Choć widziała ją tylko przez
krótka chwilę trudno nie było zauważyć, że z małej pięcioletniej dziewczynki
zmieniła się w zbuntowana nastolatkę.
-Alex i ja. . . –zaczęła swoją opowieść.
Wyraz twarzy Marcusa nagle zmienił się.
-Więc jednak. Banalnie a nie
nieprawdopodobnie. Coś was łączy, tak? Dla niego nas opuściłaś?! –prawie
krzyczał-Nie powinienem był ci pomagać. Jak śmiałaś tu w ogóle przychodzić?!
Marcus był wyraźnie wzburzony,
wstał, odstawił szklankę na stolik i poszedł kilka kroków w kierunku plaży?
Jantar pobiegła za nim.
-Źle mnie zrozumiałeś, to nie
tak.
-A jak? Jaką bajeczkę teraz
wymyślisz? Ciekaw jestem, do jakiego kłamstwa się posuniesz. !
Była zdruzgotana. Nie uwierzy jej
teraz w nic, co mu powie.
Postanowiła jednak spróbować, to
było jedyne wyjście.
-Proszę, wysłuchaj mnie! Co masz
do stracenia? Później mnie ocenisz.
Popatrzył na nią z lekkim
niesmakiem.
-Mów!
-Jestem Kromerianką.
-Co? To jakaś sekta?. Myślałem,
że masz więcej oleju w głowie.
-Wysłuchaj mnie do końca, proszę.
Nie pochodzę z Ziemi tylko z Kromeri, z planety o nazwie Kromeria.
-Czegoś się naćpałaś? To tak się
teraz nazywa zdrada?- kpił- Przestań wreszcie bredzić, mów prawdę!
-No właśnie chcę ci powiedzieć, a
ty mi ciągle przerywasz. W dniu, kiedy mnie pierwszy raz zobaczyłeś przybyłam
ze stacji orbitalnej, żeby cię zlikwidować.
-Teraz to już przesadziłaś, może mam się ciebie
zacząć bać. –szydził –Nawet gdybyś mówiła prawdę to myślisz, że nasi
astronomowie nie widzieliby krążącej wokół Ziemi obcej stacji orbitalnej. Zastanów
się.
-Dokładnie tak jest. Nasza stacja
umieszczona jest na tle słońca i nawet wasze najlepsze teleskopy widzą nas jako
jedną z wielu plam na słońcu. Zakochałam się w tobie od pierwszej chwili i dlatego nie byłam zdolna wykonać
mojego zadania.
-Niby to, czemu jacyś Krome...
coś tam, chcieliby mnie zabijać?
-Bo robisz złe dla Ziemi i dla
Kromeri rzeczy.
-Żartujesz sobie! Jestem zwykłym
geologiem. Czym niby miałbym szkodzić komuś?
-W dużym skrócie twoje badania w
przyszłości doprowadzą do zagłady Ziemi i Kromeri.
-Jak w to, że mógłbym zaszkodzić Ziemi jeszcze
mogę uwierzyć, ale czemu wam to przeszkadzało?
-Nasze planety są siostrzane i
jakaś tajemna siła niezbadana nawet przez nas,
powoduje identyczne reakcje obu
planet.
-Muszę to sobie wszystko
przemyśleć. Chodźmy do domu. -powiedział łagodniejszym tonem, jakby coś w nim
pękło.
wtorek, 24 września 2013
Bajka komputerowa
Bajka komputerowa.
Franek wpadł do domu zziajany i cały czerwony z emocji. To
już, jeszcze moment, jeszcze chwila i wreszcie będzie mógł wrócić do swojego
ulubionego zajęcia.Rzucił w kąt przedpokoju plecak, zsunął buty i już miał
zamiar pobiec na piętro do swojego pokoju, gdy nagle z kuchni dobiegł głos mamy
- Cześć kochanie,
jak było w szkole?
- W porzo - rzucił
od niechcenia.
- Jesteś głodny?
Zrobić Ci coś do jedzenia?
- Później, mamo-
zniecierpliwienie sięgało zenitu.
Pobiegł, czym prędzej do swojego pokoju, włączył komputer,
zasiadł z wypiekami na twarzy przed monitorem i czekał. Odpalanie komputera
trwało całą wieczność. Tak mu się przynajmniej wydawało.
-Jak długo można
czekać? - Mruczał sam do siebie, stukając palcami o blat biurka z dużym
zniecierpliwieniem. Komputer powoli wczytywał kolejne poziomy gry. Wreszcie
jest. Pojawiła się plansza startowa i już, już miał zacząć, gdy do pokoju
weszła mama z talerzem kanapek.
- No, nie, znowu ten komputer?! – Wykrzyczała z nieudawaną
złością. – Zająłbyś się czymś pożytecznym, przeczytałbyś jakąś książkę, pobawił
się z bratem, albo weź się za lekcje.
Franek przekręcił się na swoim krzesełku i z wyrzutem
spojrzał na mamę.
- No, weź przestań…mamo!
środa, 18 września 2013
Jantar i Słońce. Rozdział 6
ROZDZIAŁ 6.
Słońce właśnie wschodziło. Zawsze ten fakt
kojarzył jej się ze stacją. Przypomniała sobie biedną Miriam, która siedzi w
odosobnieniu tylko, dlatego, że chciała jej pomóc.
-No to jesteśmy i co dalej? –
Alex przeciągnął się po nocy spędzonej w autokarze.
-O, cholera! Zapomniałam zapytać
o nowy adres Marcusa- zdenerwowała się Jantar.
-No ładnie, o czym ty myślisz?
-wkurzył się nie na żarty. Złość zmieniła wyraz jego twarzy.
-Nie krzycz na mnie! Nie masz
takiego prawa!- odparowała Jantar. -Sam mogłeś zapytać, mądralo.
-Dobrze, już dobrze. Nie marudź.
-Lepiej coś wymyśl, bo jak na
razie to głównie ja tu myślę, a ty się opinkalasz.
-OPINKALASZ? A co to znaczy?
-zdumiał się.
-Eeeeee, jesteś stary zgred. –
zdegustowała się.- Pewnie i tego nie rozumiesz
. Pomieszkasz trochę wśród ludzi to się nauczysz.
- Zgred, to znaczy stary? Ja?
Stary? Mam tylko 362 lata- zachichotał.
Jantar zaczęła szybko myśleć jak
w najprostszy sposób zdobyć nowy adres Marcusa. Lata spędzone na Ziemi
wzbogaciły ją o doświadczenia, których nie miał Alex. Rozejrzała się po okolicy
uważnie w poszukiwaniu źródła informacji. Byli w dużym mieście pełnym turystów.
Nagle rzuciła się jej w oczy budka telefoniczna. Powinna być w niej książka z
numerami o ile nie zniszczyli jej wandale.
Pobiegli szybko w jej stronę.
Zaczęła niecierpliwie przerzucać strony książki.
-Jak się właściwie ten twój
nazywa?- Alex stał za jej plecami.
-Deco.
poniedziałek, 16 września 2013
Barwy życia
ŚWIAT PŁONĄŁ FERIĄ BARW
ŻYCIE BYŁO SNEM WARIATA
JUTRZENKI ZACHWYCAŁY MNIE
ZACHODY PROWADZIŁY NA KRAJ ŚWIATA.
PODSTĘPNY WRÓG ZABRAŁ TO
I ODSZEDŁ NIE WIADOMO DOKĄD
LECZ JEDANK CIĄGLE CZAI SIĘ
BY ZABRAĆ MOJĄ DUSZĘ.
W KLATCE TERAZ UKRYWAM SIĘ
BO INACZEJ ŚWIAT ZA BARDZO BOLI
ZNIECZULAM SERCE, MÓZG I SIĘ
BO INACZEJ SKONAM.
ŻYCIE OKRADŁO, OGRABIŁO MNIE
W ZAMIAN DAJĄC FAŁSZYWY DIAMENT
KTÓRY PIASKIEM OKAZAŁ SIĘ
KIEDY NADEPNĘŁAM NA NIE.
ŻAL, ŻE ODWROTU NIE MA JUŻ
BO KLUCZ UTONĄŁ W
JAKIIMŚ MORZU
CZY MOŻE BYŁO PEŁNE ŁEZ
CZY JA ZAGUBIŁAM SIĘ W NIM.
UTONĄĆ PEWNIE PRZYJDZIE MI
BO RYCERZY DZIS BRAK
JEDEN NIE BĘDZIE WIEDZIAŁ NIC
DRUGIEMU ŚWIAT PRZESŁONIŁ CZAS.
I TYLKO ŻAL STARCONYCH DNI....................
niedziela, 15 września 2013
Jantar i Słońce. Rozdział 5.
ROZDZIAŁ. 5
Obudziła się w pędzącym samochodzie. Alex za
kierownicą podśpiewywał sobie jakąś pioseneczkę. Zaczynało świtać.
-O wyspałaś się? – zapytał
wesoło, nie wyglądał na zmęczonego.
-Nawet nie mam pojęcia, kiedy
zasnęłam. Gdzie jesteśmy?
-Właśnie dojeżdżamy do Sydney. To
chyba jakieś duże miasto w tej Australii.
Jego brak znajomości geografii
zawsze ją denerwował . Alex zazwyczaj
się tłumaczył, że nie potrafi tego zapamiętać –tyle lat, tyle misji, tyle dziwnych
nazw. Ciekawe czy wiedział, że to wyspa? –rozmyślała – Będą musieli się stąd
wydostać, żeby jak najskuteczniej zgubić ślad. Tylko skąd wziąć pieniądze na
bilety lotnicze? – Jantar dobrze znała realia ziemskiego życia. Nie masz kasy,
nie żyjesz.
-Masz jakiś pomysł, co dalej?
-miała nadzieję, że coś wymyślił podczas podróży.
-Myślałem o tym, ale nic
konstruktywnego nie przychodzi mi do głowy.
Boże, jak on został agentem i
jednym z głównych członków rady.
-Zdajesz sobie sprawę, że
jesteśmy na wyspie
i łatwo nas tu zlokalizują.
Trzeba się bardziej wmieszać w tłum. Wyjechać stąd. –przekonywała, a po za tym
chciała się znaleźć bliżej Marcusa. Z Australii do Europy kawał drogi.
-No to, co za problem?- próbował
zignorować temat.
-A masz kasę?- zirytowała się.
-Nie pomyślałem o tym, cholera
jasna.
-Na razie znajdźmy jakiś hotelik
i odpocznijmy trochę.
-Dobry pomysł. -podchwycił Alex.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


