Jantar z mojej wyobraźni.

Jantar z mojej wyobraźni.

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Romantyzm w mojej powieści- fragment


Oto jeden z romantycznych momentów w powieści.

Spotkałam cel na plaży. Stał oparty o barierkę, zapatrzony gdzieś daleko przed siebie. Wiatr rozwiewał mu włosy, a słońce pieściło jego opa-loną twarz. Coś dziwnego było w jego postaci. Szłam plażą uważnie go obserwując, a on zdawał się być dziwnie nieobecny, zamyślony.
Wtedy spojrzał na mnie swoimi niesamowicie niebieskimi oczami. I w tym momencie coś się wydarzyło. Zapomniałam o całym świecie. Za-pomniałam, po co się tam znalazłam, co miałam zrobić. Nagle ruszył w moją stronę, wyciągając przed siebie zaciśniętą pięść.
-Witaj moja piękna! - odezwał się aksamitnym, miękkim głosem.
Stanęłam jak zamurowana, zastanawiając się, dlaczego odezwał się właśnie do mnie. Spojrza-łam na jego wyciągniętą w moim kierunku dłoń. Rozchylił pieść i na otwartej dłoni zauważyłam coś maleńkiego i ślicznego.
-To dla ciebie, piękna pani. - podał mi maleńką muszelkę. Sięgnęłam po nią sama się sobie dzi-wiąc, dlaczego to robię. Patrzyłam na twarz człowieka, którego miałam zabić. Patrzyłam w jego piękne jak dwie gwiazdy oczy. Pewnie miałam głupią minę, bo nagle zapytał.
-Czy coś się stało?- uśmiechnął się szeroko.
-Nic takiego, tylko zastanawiam się, kim jesteś – skłamałam – i czego ode mnie chcesz?
-Tylko mi nie uciekaj! -powiedział niemal błagalnym tonem Marcus. Spojrzał na mnie tak ja-koś dziwnie i uśmiechnął się. Utonęłam w jego oczach i w tym jego rozbrajającym uśmiechu.
-Czy mogłabyś mi powiedzieć jak cię zwą, moja pani?- zapytał, a jego oczy błyszczały jak gwiaz-dy na granatowym niebie.
Sama nie wiem, dlaczego nie byłam w stanie wy-krztusić ani słowa, odwróciłam się na pięcie i zaczęłam biec jak szalona przed siebie ściskając w dłoni muszelkę jak najcudowniejszy dar. Krzyczał coś za mną, wołał żebym się zatrzymała, a ja biegłam nie widząc nic dookoła.

Zawsze uwielbiałam fantastykę - Pomia.pl

Zawsze uwielbiałam fantastykę - Pomia.pl

sobota, 4 stycznia 2014

Jantar i Słońce. Rozdział 11.


ROZDZIAŁ 11.

 Wróciły do leżącego na śniegu Marcusa. Nadal był nieprzytomny. Potężny guz tkwił na jego czole. Zostały same, na dodatek bez Aurory. Ciekawe czy  pilot zdaje sobie sprawę z nieletniego pasażera. Jeśli tu nie zamarzną, to i tak za chwilę ich zlokalizują. To tylko kwestia czasu.

Jantar była zrozpaczona. Uprowadzono jej córkę, a mąż leżał nieprzytomny. Zostali sami na nieprzyjaznej ziemi, wokół szalał wiatr, było ciemno. Nie mieli ze sobą nic, co pozwoliłoby im przeżyć. Było lodowato, mrocznie,  nieprzyjemnie.

Marcus powoli zaczynał odzyskiwać  przytomność.
Gdy się ocknął i zorientował, co się stało, ból          w jego czaszce przybrał na sile.
-A gdzie Aurora?
-Została w samolocie i wszystkie nasze rzeczy też: laptop, pieniądze, dokumenty. - przerażona Jantar komentowała wypadki.
-Nasze biedne dziecko, samo z obcym facetem.       - załkał zatroskany Marcus.
-Przynajmniej nie zamarznie jak my.

Wszyscy troje widzieli beznadziejność swojego położenia.
Zdawali sobie sprawę ze swojej bezsilności.

Nagle wśród huku wiatru usłyszeli warkot silnika.
Spojrzeli po sobie zdziwieni trochę szybkością reakcji kromeriańskich agentów. Musieli się czaić w pobliżu i czekać na nich. W końcu znali cel ich podróży.
Wpatrywali się w niebo zdając sobie sprawę ze swojej niemocy. To koniec, zbiją Marcusa, a je zabiorą obie na Kromerię i uwiężą na setki lat. Tylko, co się stanie z ich biedną córeczką?
Było ciemno, więc długo słyszeli tylko warkot silnika.
Zdawali sobie sprawę, że wylądował. Z huku wiatru dało się słyszeć nawoływania. Niewyraźnie, ale coraz wyraźniej rozpoznawali damski głos, co ich nieco zdziwiło.
Głos stawał się coraz bardziej uchwytny, aż         w końcu usłyszeli.
-Mamo! Tato! Miriam! Gdzie jesteście?- był to głos Aurory, jakże miły dla ucha w ich sytuacji. Nie mogli uwierzyć własnym uszom i oczom.
W ich kierunku biegła Aurora, a za nią Lars.
-Tu jesteśmy!- zaczęli krzyczeć wszyscy, jeden przez drugiego.
-Dobrze.... , że żyjecie – padli sobie w ramiona.
-Ale macie córeczkę, nie ma, co? To diabeł wcielony. Jak się tylko zorientowała, co się stało, rzuciła się na mnie z pazurami? Zaczęła gryź, drapać, wrzeszczeć, ze jestem bez serca. O mało, co nie spowodowała katastrofy. Tak długo się ze mną szarpała, aż obiecałem jej, że po was wrócę. - relacjonował pilot trochę zażenowany, trochę rozbawiony całą tą sytuacją. - Zbierajcie się, bo mi jeszcze samolot ktoś zwinie.

wtorek, 31 grudnia 2013

Nominacja do nagrody Liebster blog awards

Zostałam nominowana do nagrody

Liebster blog awards

Liebster blog awards

To nagroda przyznawana spontanicznie przez blogerów. Dostałam ją od Emilii http://emilykimi.blogspot.com/

"Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie  obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

1. Gdyby nie blog to co? 
Gdyby nie blog, to dalej tkwiłabym w anonimowym świecie.

2. Mnóstwo biernych obserwatorów czy kilku aktywnych?  
Mam na razie kilku obserwatorów, ale mam nadzieję, ze będzie ich przybywało. 

3. Jaka jest Twoja pasja?
Moją pasja jest pisarstwo. Napisałam i wydałam jedną powieść. Pracuję nad jej drugą częścią, w międzyczasie pisząc opowiadania i rymowanki.

4. Czy licznik motywuje do dalszego pisania?
Licznik jest tylko zlepkiem cyfr, motywują mnie moi czytelnicy, którzy oczekują dalszych przygód moich bohaterów.

5. Komercyjny blog ze sponsorami czy skromniejszy z aspiracjami?
Bloga traktuję jako możliwość dotarcia do jak największej rzeszy czytelników.Jeżeli przyniesie to kiedyś jakieś wymierne skutki, to dobrze, jeśli nie to trudno . i tak będę dalej pisać.

6. Ulubiony zespół i krótka jego playlista 
Nie mam ulubionego zespołu.Lubie każdą dobrą muzykę.

7. Czy rok 2013 był dla Ciebie szczęśliwy?
2013 nie był złym rokiem, chociaż złamany latem palec u stopy uziemił mnie na całe lato w domu.

8. Wpisy pełne zdjęć czy bogate w treść?
Jako pisarka preferuje zdecydowanie treść, ale ubarwienie czasem tekstu jakimś obrazkiem na temat, nie zaszkodzi.

9. Wymień rzeczy, które zyskałaś dzięki blogowi
Pozyskałam kilku nowych znajomych, czytelników.


10. Ile lat istnieje Twój blog?
Prowadzę bloga od kilku miesięcy, około pół roku.

11. 3 rady dla innych blogerek i 3 życzenia na przyszłość
Rady dla blogerek:
- pisać bez względu na wszystko
-pisać więcej
-pisać i jeszcze raz pisać.

Życzenia na przyszłość:
-mieć więcej czasu na pisanie
-spać krócej
-nie martwić się o byt
-być zdrowa i szczęśliwa.

Moje 1zczasz posty?
3.Czy chciałabyś prowadzić bloga we współpracy z innymi blogerami czy wolisz samodzielnie?
4.Jak pozyskujesz nowych obserwatorów?
5.Czy dużo czytasz?Jeśli tak, to jakie gatunki preferujesz?
6.O czym piszesz na blogu i dlaczego własnie o tym?
7.Co jest dla Ciebie największą motywacją do tworzenia?
8.Plany na 2014?
9.Do jakiego targetu odbiorców chciałabyś trafić?
10.Co jest Twoim największym marzeniem?
11.Co zrobisz z blogiem, gdy pewnego dnia nie będziesz chciała go dalej pisać?

Moje nominacje
http://vitkacypisze.blogspot.com/
http://humanpsychologypolish.blogspot.com/ 
http://sosnowyblog.blogspot.com/
http://ladolcevitablogkulinarny.blogspot.com/
http://papierowaorchidea.blogspot.com/
http://inflow-happiness.blogspot.com/
http://recenzjenadine.blogspot.com/
http://iamemilia.blogspot.com/
http://naszksiazkowir.blogspot.com/
http://gryzipiorek.blogspot.com/
http://book-100.blog.pl/

sobota, 28 grudnia 2013

Opowiadanie wigilijne

karp
Karp
Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Jak co roku, cała rodzina zjeżdżała się do mnie na Wigilię. W domu panował dziki szał zakupów, porządków, gotowania, pieczenia. Zawsze modliłam się, żeby o czymś nie zapomnieć. Świece, serwetki, ozdoby choinkowe, produkty spożywcze do przygotowania tych wszystkich świątecznych przysmaków. Na dwa, trzy dni przed wigilią zawsze kupowaliśmy żywe karpie. Wpuszczaliśmy je do wanny, aby wypłukały się z mułu w czystej, kranowej wodzie. Znajomi zawsze dziwili się jak mogę przed świętami zablokować sobie wannę na te parę dni, ale ja miałam swoja teorię, zaczerpniętą zresztą z mojego domu rodzinnego. I rzeczywiście karp był wybitny. Zawsze wszyscy mnie za niego chwalili, mówiąc, że u nich zawsze śmierdzi mułem. Wtedy uśmiechałam się pod nosem, przypominając sobie ich wcześniejsze docinki na temat wanny i bezsensowności tych działań. A jednak wyszło na moje.
W natłoku obowiązków nawet nie zauważyłam, że nadszedł dzień poprzedzający wigilię i czas zająć się karpiami. Trzeba je uśmiercić, pokroić, przyprawić i zostawić do jutra, kiedy to będą umieszczone w śmietanie i usmażone na patelni, a potem wchłonięte przez biesiadników wśród pomruków zadowolenia i zachwytu nad ich cudownym smakiem.
Byłam sama w domu i na powrót męża nie mogłam liczyć, bo wracał dopiero jutro z delegacji.